
Do napisania tego tekstu skłoniła mnie rozmowa z człowiekiem, którego już bardzo długo znam, a który zadał mi pytanie: „Dlaczego od dłuższego czasu stoję w miejscu i nie mogę ruszyć?”. Widziałem, że nie było mu łatwo się odsłonić. Tym bardziej doceniłem jego wysiłek, chciałem pomóc i zacząłem się zastanawiać. Okazało się, że niektóre proste rzeczy były dla niego odkrywcze.
W skrócie zestaw ratunkowy wyglądał tak:
- Nie robisz „rachunku sumienia”.
- Robisz „rachunek sumienia” jedynie w wybranych aspektach życia.
- Nie znajdujesz i nie nazywasz konkretnie swoich „grzechów”.
- Nie oddajesz ich Bogu.
- Nie robisz postanowień.
- Nie wcielasz decyzji w życie.
- Nie sprawdzasz, czy „trafiłeś”.
1. Nie robisz „rachunku sumienia”.
Co? „Rachunek sumienia”, czyli te wyliczanki pytań i poszukiwanie „grzechów”? To nie dla mnie, aktywnego życiowo człowieka. Szkoda mi czasu. Widzę, że „Stoję w miejscu”, „kręcę się wokół własnej osi”, „niby wszystko dobrze, ale czegoś wciąż mi brak”. Czasami nawet jest gorzej, poobijany budzę się z wiercącym pytaniem: „jak trafiłem w to miejsce, w którym jestem?”. Może pomoc przyjdzie sama.
2. Robisz „rachunek sumienia” jedynie w wybranych aspektach życia.
No dobrze, jak już muszę … spoglądasz w przeszłość i widzisz to, co najbardziej boli. To przyciąga wzrok i uwagę, tak, że nawet ślepy by zauważył. Już wiesz … trzeba poprawić to, co się zepsuło i będzie dobrze. Słyszałeś też:”Postaw Boga na pierwszym miejscu, a reszta będzie na swoim miejscu”. Poprawiasz modlitwę „instalujesz” ją w planie dnia i… NIC. Okazało się, że życie to nie tylko błędy i modlitwa. Są inne obszary twojego życia, które domagają się uwagi. Rozglądasz się po swoim życiu. Jednego dnia widzisz: „moje życie jest jak ocean, takie bogate, bezkresne i niezgłębione”. Drugiego dnia przekonujesz się, że nie ma co komplikować, „życie to życie…jakie tam obszary? Kim jestem, aby moje życie miało jakieś obszary?”. Oddychasz z ulgą, gdy widzisz podział: „Ja -Bóg, ja – inni ludzie, ja – ja sam”. Wreszcie ująłeś życie w całej rozciągłości.
3. Nie znajdujesz i nie nazywasz konkretnie swoich „grzechów”.
Drugi głęboki oddech słychać, gdy okazało się, że to jacyś inni są winni. Oni zawinili, pozbawili cię czasu, sił i energii. Ty nic nie możesz, jesteś czysty jak łza. Usprawiedliwiłeś wszsystko. A jednak… nawet ty sam nie dałeś się nabrać na swoją niewinność. Zobaczyłeś decyzje, pojedyncze momenty, kiedy wybierałeś. Konkretne sytuacje i zachowania. Przyszło gorzkie: „Tak, to ja i moje błędy, których konsekwencje ponoszę”.
4. Nie oddajesz ich Bogu.
Dalsze wnioski zapędziły Ciebie w ślepą uliczkę: „To, co robię, to mówi o mnie. Robię źle – jestem zły, robię dobrze – jestem dobry.” A możę, błąd, to błąd człowieka, a nie zły człowiek. W takim razie oddaj zło, grzech Bogu. Przyjmij przebaczenie i też sam sobie przebacz.
5. Nie robisz postanowień.
Aby iść dalej potrzeba planów. Nie martw się, że zaraz usłyszysz: „Gdy człowiek planuje, to Pan Bóg się śmieje”, „Jakie postanowienia? Postanowienia, to wróżenie z fusów, nigdy się nie udają”, „Zmianie mówimy stanowcze NIE, bardzo stanowcze.” Nie słuchaj … wymyśl mądre alternatywne strategie i podejmij postanowienia.
6. Nie wcielasz decyzji w życie.
Po tym wysiłku i zgrabnym „Step by step”, gdy już dokładnie wiedziałeś co zrobić, jak i kiedy, oraz po mocnym postanowieniu … naprawdę Ci ulżyło. W ramach nagrody … mogłeś się spokojnie położyć.
7. Nie sprawdzasz, czy „trafiłeś”.
Kiedy wstałeś i zrobiłeś co trzeba okazało się, że to nie działa. „A nie mówiłem… postanowiłem, zrobiłem, i… się nie udało”. Już dwudziesty raz robisz to samo i nie działa. Nie da się, Ty nie ruszysz z miejsca. Ileż razy można próbować, ile razy można robić „rachunek sumienia”? A jednak mała korekta i wracamy do początku.
Niemądre jest oczekiwanie innego rezultatu,
gdy robisz wciąż to samo.
Chwila zatrzymania i spojrzenie w przeszłość na przebytą drogę. Analiza całości tego, co składa się na bogactwo życia. To przykłady jak możemy się uczyć i próbować zmieniać. Bez tego jesteśmy ślepi, a razem z tym tworzymy przyszłość.
